Czar sobotniej nocy

Zanurzona w sobotniej nocy jechała ulicami Warszawy przyglądając się kolorowym neonom. Kiedy Joanna mrużyła oczy, poblask latarni rozlewał się tworząc migającą poświatę przypominającą choinkowe gwiazdki. Zmierzający na Żoliborz tramwaj kołysał śpiewając swą codzienną piosnkę. Jak dobrze jest ponownie odkrywać piękno zasypiającego miasta, kontemplować jego widok nie przejmując się niczym - myślała Joanna. Za chwilę wyskoczyła z tramwaju z gibkością młodej łani. Biegnąc przed siebie chłonęła w płuca najonizowane wiosennym deszczem powietrze. Czuła się szczęśliwa jak mała beztroska dziewczynka. Brakowało jej jeszcze tylko odrobiny odwagi, aby zdjąć buty i skakać po kałużach. Ale kto wie? Być może już niedługo zdecyduje się wrócić do tej dziecięcej fantazji. Będzie taplać się w kałużach, pękając ze śmiechu na widok zadziwionych jej zachowaniem przechodniów. Co prawda dziś stać ją tylko na fantazję o taplaniu się w kałużach, ale to marzenie powraca z każdym wiosennym deszczem. A kiedy tylko pada deszcz marzenie Joanny wzrasta w niej jak dziecko w matczynym łonie. I gdyby można było zobaczyć jej aurę w ciele astralnym widać by już było lśniący myślokształt - utworzony z tej dziewczęcej fantazji.
Myślokształt, rośnie i zmienia się w miarę tego jak Joanna zasila go energią kolejnych emocji. Kiedy myślokształt dojrzeje, pojawi się na świecie jak oczekiwane z wytęsknieniem dziecko. Rodząc się wyśle impuls do jej mózgu, wtedy ona intuicyjne zdejmie buty i wejdzie do kałuży - dając zmaterializować się marzeniu. Na razie dziewczyna nie potrafi wytłumaczyć jak to się stanie, ale w jej umyśle świta już nadzieja, że kiedyś tak będzie. Tym czasem dziś Joanna wraca radośnie do domu. Choć jeszcze nie dawno wydawało jej się, że już nigdy nie będzie cieszyć się z życia. Jeszcze parę miesięcy temu, rzucała się w wir pracy zawodowej jak pozbawiona sensu życia samobójczyni, rzucająca się w otchłań śmierci. Wracała wtedy do domu o wiele później niż dziś, kompletnie wyzuta z życiowych sił. Ale to toksyczne uzależnienie od pracy było za słabym znieczuleniem. Przemierzała miasto, zasypiając ze zmęczenia. A głowie cały czas kołatała jej myśl o samotności. Czuła się jak zdezorientowany samotny psiak poszukujący swego domu. Nie potrafiła spać, jej pigułką nasenną była wtedy butelka czerwonego wina i internetowe czaty. Jak straceniec wierzący lepszy los na tamtym świecie, szukała nadziej w wirtualnej przestrzeni. Pragnęła, aby poznani w ten sposób mężczyźni dali jej choć odrobinę nadziei. W te najgorsze dni, nie była przecież w stanie umówić się z żadnym z internetowych adoratorów, za bardzo bała się ponownego odrzucenia. Lampka wina i internet pozwalał jej stworzyć romantyczną iluzję, rozmywającą się w bólu, jak piękny sen o brzasku dnia. Dziś już nie pamięta jak długo trwał ten emocjonalny koszmar samotności.

Dziś dziękuje swemu Aniołowi, za to, że potrafiła płakać, ale jeszcze bardziej jest mu wdzięczna za to, że na jej drodze pojawiła się zajmująca się numerologią Maria. - Łzy to błogosławieństwo moja droga, nie wstydź się ich, one ożywiają Twoją duszę - powiedziała jej Maria, gdy Joanna wycierała oczy udając, że rozmazał się jej makijaż. - My kobiety mamy ogromne szczęcie, że potrafimy płakać. Wraz z łzami, oczyszczamy się z negatywnych emocji. Zadziwiona tymi słowami Joanna, próbowała jeszcze udawać, że wcale nie płakała. Jednak, gdy nagle Maria objęła ją emocje wezbrały i zaszlochała głośno. - To wszystko już wkrótce się skończy. Zły los i bolesne rozstania są normalne dla roku numerologicznego 9 mówiła Pani numerolog. Rok nr 9, stanowi bilans całego dziewięcioletniego cyklu. Najlepsze co możemy w nim zrobić, to rozstać się z tym, co nas ogranicza. Ale każdy z nas jest zniewolony przez materialną kulturę Zachodu. Dlatego z trudem żegnamy się nawet z niszczącymi nas partnerami. Nowe napawa nas lękiem - kontynuowała ciepłym głosem Maria. - Ale, rok indywidualny 9 niesie w sobie nie tylko ból, ale i cudowną nagrodę. Możesz w nim łatwo wejrzeć w siebie, znaleźć duchowa ścieżkę a nawet odkryć mistyczne moce. To wewnętrzne wzbogacanie się jest bardzo ważne dla Ciebie Joanno, ponieważ suma liter w Twym imieniu równa się 19. Urodziłaś się też 19 dnia miesiąca - a ta wibracja liczbowa obciążona jest długiem karmicznym .

- Dług karmiczny, a co to takiego? - wzburzyła się nagle Joanna. - Twoja reakcja, na me słowa jest doskonałym przykładem na to, jak objawia się ten dług - odpowiedziała z łagodnie numerolożka. To znaczy, że w którymś z poprzednich żywotów, zadawałaś innym cierpienie, wykorzystując swoją władzę nad nimi. Byłaś egoistką, która pragnęła wszelką cenę błyszczeć zadając wiele cierpienia otoczeniu. Aby zrównoważyć zadany innym ból w tym, życiu sama doświadczasz wielu strat materialnych i burzliwych zmian losu, porzucają cię mężczyźni. Ale w tym roku masz szansę na zrozumienie tej lekcji, jeśli tylko zaczniesz szukać przyczyny swych rozczarowań w sobie a nie obwiniać za nie cały świat. Te wszystkie straty były potrzebne właśnie po to, abyś skierowała się ku rozwojowi wewnętrznemu - spuentowała Maria.

- Nie mogę temu zaprzeczyć, gdybym nie doświadczyła tyle bólu i cierpienia w związkach, to pewnie nigdy nie znalazłabym się u Ciebie - skomentowała z lekkim zawstydzeniem Joanna. - Wiem, że dla kobiety której data urodzenia sprowadza się do 28/1, nie jest to łatwe - podkreśliła Maria. Urodzeniowe 1, czasem zachowują się jak autorytarny facet, ale wewnątrz bardzo tęsknią za rodzinną stabilizacją. Jeśli dobrze odrobisz lekcję roku 9, czyli zajmiesz się pracą nad sobą i bez żalu pozbędziesz się toksycznego bagażu przeszłości, w urodziny odrodzisz się jak Feniks z popiołów. Tym samym zainicjujesz nowy dziewięcioletni cykl, mocy, świadomości i szczęścia partnerskiego. Ostatnie słowa Marii, mocno zakodowały się w umyśle Joanny, po spotkaniu z numerolożką, pierwszy raz od roku zasnęła spokojnie.

Kiedy w sercu ponownie budzi się nadzieja sprawy same zaczynają się układać. Wkrótce po wizycie u numerologa, znalazła swą duchową ścieżkę. Wieczorne czatownie w internecie zastąpiła, regularnymi medytacjami. Po jednej z wieczornych medytacji miała dziwny sen. Zobaczyła w nim siebie jako okrutnego, pradawnego władcę otaczającego się przepychem i zbytkiem. Poczuła siłę tego próżnego tyrana, który znieważał wszystkich, czerpiącego radość z widoku zastraszonych sług. W jej śnie tyranowi, groziła kolejną wojna z sąsiednim krajem, którego terytorium zagarnął. Był jednak na tyle zadufany w sobie, że nie doceniał siły wroga. Przed rozpoczęciem wojny zaprosił do siebie znającego nauki tajemne mędrca. W wizji Joanny mędrzec o szlachetnych oczach na którego szyi wisiał niezwykły amulet, błagał władcę, aby ten oddał zagarnięte terytorium, gdyż wojna zniszczy państwo a jego zabije. Ta przepowiednia wzburzyła władcę, który kazał zgładzić mędrca. Idący na śmieć mag o wielkim sercu przebaczył królowi, to, że go zabija. I odszedł w zaświaty w pełni pogodzony ze swym losem. A jego przepowiednia spełniła się. Okrutny król zginął na wojnie. Jedyną opłakującą go osobą była kochająca go żona. Głęboko poruszona tym snem Joanna - postanowiła opowiedzieć go Marii w sobotni wieczór. Kiedy przejęta z wypiekami na twarzy opowiadała swój sen, zauważyła, że na jej szyi Marii, wisi taki sam amulet jaki widziała u wyśnionego mędrca.

- Skąd go masz - zapytała ze zdziwieniem Joanna? - Wiesz, kiedyś ten symbol przyśnił mi tak dokładnie, że postanowiłam zrobić sobie taki amulet - odpowiedziała Maria.

- Przecież to niemożliwe, abyś była tym dawnym mędrcem? Dlaczego miałabyś mi pomagać, skoro kiedyś Cię zabiłam? Przecież tym razem to Ty powinnaś chcieć mnie zabić? - artykułowała z przejęciem Joanna. - Aśka, nie znasz jeszcze zasad prawa przyczyny i skutku - odparła numerolog. Jeśli tym razem ja zabiłbym Ciebie, nadał obydwie tkwiłybyśmy się w złej karmie. Tylko prawdziwe wybaczenie uwalnia nas od długów karmicznych i otwiera nam drogę do szczęścia. Sama mówiłaś, że ja wybaczyłam Ci już wtedy, choć Ty jako okrutny władca , zignorowałaś moje proroctwa. Dlatego w tym życiu spotkałyśmy się, ale tylko na chwilę, abyś mogła przyjąć duchową wiedzę, na którą wtedy nie byłaś jeszcze otwarta. - Joannie trudno było uwierzyć, że takie cuda się zdarzają. Wracając z sesji u numerologa, cały czas myślała o swym śnie, amulecie. Chłonęła nasycone wieczornym deszczem powietrze, napawając się pięknem sobotniej nocy. Wtedy zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się ciepło brzmiący męski głos. - Witaj, Joasiu, to ja Kamil. - Właściwie znamy się na razie tylko z czatu i ze zdjęć, ale może dałabyś się zaprosić jutro na kawę. - Czemu nie - odparła kokieteryjnie dziewczyna.

A potem pomyślała. Stało się tak jak mówił mój dawny mędrzec, zastąpiłam bezsens życia duchowością i pozbyłam się kamieni przeszłości. Nie boję się już życia. Samotność nie jest dla mnie udręką, ale wspaniałym czasem na rozwój wewnętrzny. A teraz czas na nowe: krzyknęła sama do siebie - po czym zdjęła pantofle i z radością wbiegła do kałuży. Kto wie może Kamil jest moją dawną żoną, która jako jedyna kochała mnie, gdy byłam nikczemnym władcą?. Ten blask w jego oczach na zdjęciu, które mi wysłał, wydaje mi się tak znajomy. Kto wie, kto wie.... podśpiewywała Joanna taplając się jak rozbawione dziecko w kałuży na rozgwieżdżonego sobotniego nieba.

 

Umów się na konsultację
tel. 510 051 324,
mistycznabrama@gmail.com

Copyright © MistycznaBrama 2013 | design: kubarlov.pl