BLOG
9.02.2015 Róża i ciernie - Przekaz Marii Magdaleny

 

Powiedziano Ci, że kobiecość jest różą. Wmówiono to, że masz być cały czas świeża, pachnąca, delikatna i niema. Nie wspomniano o tym, że nie całe Twe życie będzie usłane różami. A przede wszystkim pozbawiono Cię prawa do posługiwania się kolcami. Jakże masz obronić delikatność duszy będąc tylko niemym kwiatem, który każdy może przesadzić do dowolnego ogrodu a co gorsze każdy może Cię jak różę zerwać – łamiąc Twe odwieczne połączenie z Niebem i Ziemią. Kobiecość pozbawiona życiodajnej łączności z Niebem i Ziemią jest kobiecością ograbioną. Roża jest skarbem Twej duszy, nie potrzebuje do pary krzyża. Potrzebuje swych kolców. Tylko dzięki nim jest w stanie uchronić duszę przed pozbawieniem jej odżywczej mocy Ziemi oraz inspiracji płynącej ze Światła Niebios.

Złość jest naturalną częścią Twej mocy – są one tak samo naturalne jak różane ciernie.  Złość wyzwala Cię z okowów starych wzorców, czyni Twą moc głębszą i piękniejszą, wówczas  Twa dusza oddycha. Pozwól sobie być różą.

Posłuchaj

Przekaz Marii Magdaleny spisała Wioletta Ewa Tuchowska  9 lutego 2014

www.mistycznabrama.net

 
4.02.2015 - Kobieca Ścieżka Serca Przekaz Marii Magdaleny

W wielu Kobietach żyją prastare prawdy Kobiecej Ścieżki Serca. To pierwotna jaźń duszy która odradza się z każdym miesiączkowym cyklem połączona ze śpiewem Kosmosu i Światłem Bogini Księżyc. To ścieżka Kobiecego Kapłaństwa które jest esencją najczystszych źródeł mocy jakie znajdujemy w sobie. Nie ma ono nic wspólnego z patriarchalnym wzorcem mniszki ascetki i służebnicy. Siła Kobiecego przekazu rodzi się bowiem z mocy bioder, łączności z Ziemią, natura, tworzy szczęśliwość i błogodajność dla całych rodów. Kiedy kobiecość usłyszy ten głos w sobie zaczyna dążyć by wyrazić tę pierwotną potrzebę duszy tańcem, śpiewem, rysunkiem, przekazem. Przysadka mózgowa ma krystaliczną strukturę krystaliczną, gdy podnosimy jej wibracje zaczyna ona łączyć się z Księżycem, naszą urodzeniową gwiazdą tworząc pełniejszy przekaz jaki spływa do nas wprost z planetarnego domu. A wtedy my stajemy się wiedzącymi i wieszczącymi. Patriarchat próbował odciąć kobiecość od tej wiedzy, wmówił nam wszystkim że seks jest grzechem a zmysłowość skazuje na potępienie. Próbowano uczynić z nas służebnice złowieszczego systemu ograbiając nas z mocy. Ale moc kobiecości jest Matczyną Jaźnią Ziemi i podobnie jak Ziemia nieustannie się odradza.  Wstań więc Siostro, odnajdź żeński pierwiastek w sobie bracie. Błogosławmy planetę i ten dzień, bo Słońce wskrzesiło nas do życia. Tak jak budzą się na nowo pradawne prawdy mądrości. Teraz nikt już nie może wmówić Ci głupoty, kierując się mądrością duszy Twa prawda będzie z Tobą. Nastał Świt Nowej Ziemi Budujesz ją w swym sercu co dnia.

Posłuchaj i popatrz klikając tu

Przekaz Marii Magdaleny 4.02. 2015 spisała Wioletta Ewa Tuchowska

 
7.12.2014 Nowy wymiar połączeń

Ponad 24 lata temu byłam na jednym z pierwszych wykładów ezoterycznych, na których kabalistyczny astrolog opowiadał o tym, jaka będzie rzeczywistość Nowego Wymiaru, oraz nie znanej nam wówczas zintegrowanej Unią Europy. Mówił o wzroście potęgi Rosji, wzbudzając tym samym niezadowolenie uczestników. Nic dziwnego, Polska wyzwoliła się dopiero co z okowów komunizmu, a więc mówienie wówczas, że znów możemy być zależni od Rosji, nie wzbudzało sympatii na sali. Wspomniał także o zaistnieniu ogólnoświatowej sieci połączeń. Nikt z nas nie przypuszczał wtedy, że chodzi o internet. Wracając dziś pamięcią do tego wykładu, zastanawiam się głęboko, na ile ważne prawdy, które bardzo dokładnie przewidział żydowski astrolog były zapisane w gwiazdach. Natomiast które były przewidywalne ze względu na kodowanie ludzi oraz sterowanie systemami społecznymi (patrz karty Iluminatów). Tak czy inaczej jesteśmy na progu Świtu Nowego Wymiaru. Nasza rzeczywistość zmienia się dynamicznie. Świadomi ludzie zaczynają coraz intensywniej wchodzić w przestrzeń duszy, ponad dualność czyli między życiem w świecie realnym a połączeniem z duszą, wszechświatem i Bogiem.

Właśnie dziś miałam tego świetny przykład, zadzwonił do mnie znajomy, którego poznałam na Festiwalu Słowian i Wikingów na wyspie Wolin. Podczas rozmowy wspomniał o swoim koledze, zajmującym się medycyną naturalną, a ja intensywnie poczułam potrzebę poznania tego mężczyzny poprzez ciepło rozchodzące się w moim sercu. Natychmiast więc znalazłam jeszcze podczas rozmowy kontakt do niego na FB, a wśród jego znajomych odkryłam kontakt do fantastycznego, hiszpańskiego artysty, jakiego spotkałam dwa tygodnie temu w autobusie na Teneryfie. Zdumiałam się tym, skąd kontakt do tego artysty wśród znajomych polskiego piewcy medycyny naturalnej? To był mały przykład tego jak informacja przenosi się w Nowej Rzeczywistości. Racjonalnie nie miałam prawa znaleźć kontaktu do Santiago (imię artysty), rozmawialiśmy jakieś 10 minut, nie miałam jego telefonu, on miał mój, ale nie zadzwonił, sama zresztą na to nie liczyłam.

Wszechświat sam zaprowadził mnie do niego przez dwóch pośredników. Rozmawiałam z Santiago na komunikatorze. Samo jego imię zwiastuje cud Santiago de Compostela (miejsce cudów- dużo przekazów mówi o tym, jak wiele istotnych, niosących moc linii energetycznych będzie biec przez Santiago). I taki mały cud przeniósł potrzebę duszy przez energo-informacyjną sieć okalającą Ziemię, której fizycznym reprezentantem jest FB.

Katedra w Santiago de Compostela

 
10.11.2014 Światowid

Kolejny stały punkt mej ładującej energetyczne akumulatory pielgrzymki to wizyta w Muzeum Archeologicznym i medytacja u stóp Światowida ze Zbrucza. Jednej z najsilniejszych i najbardziej żywych  męskich manifestacji Boga Słowian. Według mnie to najsilniejsze słowiańskie yang ( męska energia w Polsce). Wstęp wolny do muzeum i długi weekend wpływa na znacznie wyższą ilość zwiedzających tego dnia. Zaczynam uświadamiać sobie, że tym razem uczę się w Krakowie medytować, kiedy wokół jest wiele rozproszeń. Co nie jest łatwe ze względu na me ogromne fizyczne zmęczenie, stan zapalny oczu, ale lekcja to lekcja. Ludzie nie bardzo wiedzą, jak sobie ze mną poradzić, niektórzy wycofują się, widząc mnie siedzącą w koncie, inni komentują. Staram się nie wyrywać ze swej praktyki. Ale martwią mnie słowa niektórych rodziców mówiące – to taki słowiański Bożek. Jakże to ogromna degradacja i wielka ignorancja nazywać bożkiem wielkie Bóstwo miejące pieczę nad narodem SŁOWIAN, do którego modliły się całe pokolenia naszych przodków. Jakże daleko odeszliśmy od swych pradawnych korzeni.

Medytując, czuję wsparcie Światowida, wiele czasu zajmuje mi zharmonizowanie się w tej rozpraszającej przestrzeni. Proszę go o pomoc także dla kraju. Jego odwrócone na cztery strony świata twarze manifestują i równoważą całą energię. A to ważne, dla nas Polaków, w dobie obecnych przemian, by Polska znów zaczęła wzrastać, a my razem z nią. Byśmy powrócili do swych wielkich i pełnych chwały słowiańskich korzeni.

 
9.11.2014 Tynieckie niezwykłości

 

 

Wstaję wcześnie i medytuję w celi. Poranne dzwony wywołują uśmiech na mych ustach, czuję się tujak u siebie w domu. Zastanawiam się, co założyć na siebie, aby zbyt śmiałym dekoltem nie rozpraszać braci mnichów.  Staram się szanować benedyktyńskie zasady. Stół jest suto zastawiony – standard śniadania jest standardem przyzwoitego hotelu. W jadalni cały czas dyżuruje mnich dbający o potrzeby gości. Pozwala mi on wziąć ze sobą książeczkę „o Nawróceniu” napisaną przez zacnego proboszcza Tynieckiego klasztoru Ojca Leona Knabita (od lat znanego w Polskich mediach). Niektóre jej fragmenty mówiące o świętości związku kobiety i mężczyzny – bardzo do mnie przemawiają. Brzmią bardzo tantrycznie -  przecież gdzieś u zarania dziejów wszystkie tradycje mówią o tym samym.

Przed mszą świętą udaję się na spacer do klasztornego ogrodu, który mogą zwiedzać goście. Zasady są tu jasno wyznaczone – obecne przy małych dróżkach strzałki wyraźnie mówią o rejonach w które kobietom wchodzić nie wolno, aby nie rozpraszać braci. Stare rosnące przy murach drzewa pomagają mi pozbyć się nadmiaru negatywnej energii i odprowadzić ją do Ziemi. Wreszcie zaczynam odpoczywać, ale jestem jeszcze bardzo słaba. Przed pójściem na mszę wyrażam jeszcze tylko intencję, aby znalazło się dla mnie miejsce. Wchodzę na sam początek nabożeństwa. Jest niedziela, w Tyńcu jest sporo turystów i parafian. O miejsce w ławce nie łatwo. Zbliżam się do środkowej części kościoła, wypatrując wolnego miejsca,  zauroczona rozpoczynającą się gregoriańską celebrą. Mego ramienia dotyka młoda dziewczyna – która mówi: niech Pani usiądzie. Odpowiadam, że nie jest to konieczne, ale ona nalega oddając mi swe miejsce. To takie miłe.

Gregoriańska formuła Mszy Konwentualnej – jest tym, co karmi mą duszę niezwykle żywo. Stół jest tradycyjnie okadzany. Zaś całe nabożeństwo jest wyśpiewywane przez chór tynieckich mnichów po łacinie. Nawet podniesienie jest śpiewane po polsku chórem przez trzech ojców. To robi wrażenie. A kazanie jest esencjonalne i nie przegadane – daje do myślenia. W moich oczach stoją łzy wzruszenia – czuję się tak, jakbym znalazła tę jakość, której brakuje mi we współczesnym kościele. Msza konwentualna jest oddechem dla mej duszy – śpiew przemawia głęboko i prosto. I choć łacińskie zwroty są dla mnie niezrozumiałe, czuję, że głęboko oczyszczające egzorcystyczne formuły, tak ważne dla utrudzonych brudami życia ludzi, są tu żywo obecne. Dlatego ma dusza oddycha.

Po mszy zostaję w kościele, by obejrzeć kościół i cyknąć kilka fotek. I dosłownie wpadam plecami na córkę mego ojczyma. Tynieckie cuda. Mieszkamy w tym samym mieście, ale nie widziałyśmy się przez lata. Obydwie jesteśmy zadziwione. Rozmawiam z nią głęboko o tajemnicach rodzinnej przeszłości. Wyrażam współczucie i mówię szczerze o swych niezałatwionych sprawach. Los nie pieścił i jej. Obydwie wychodzimy z innej postawy dojrzałych, świadomych kobiet – to krótkie i życzliwe spotkanie. Pełne uwalniającej prawdy. Jak niewiele do tego trzeba – odrobiny szczerości i wzajemnego zrozumienia, które obydwie wyrażamy w przestrzeni kobiecości. Tyniecka magia uwolnienia duszy działa.

 
8.11.2014 Noc w klasztornej celi

 

 

Życzliwi kierowcy Bla Bla Car podwożą mnie pod sam klasztor. Moja mała, 2 osobowa cela znajduje się  na 2 piętrze klasztoru. Ta część obiektu ma około siedmiuset lat. Chłonę atmosferę klasztoru wyglądając przez swe okienko, by sycić się ożywczym zimnem nocy – oglądając klasztorny podwórzec i nocne niebo. Jest pięknie. Zanim stanął tu klasztor ponad tysiąc lat temu, to miejsce należało do Celtów – to oni odkryli ich moc i odbywali tu swe praktyki. Żywa moc utrzymuje się tu do teraz. Cieszę się, że wreszcie udało mi się tu dotrzeć po tylu próbach. Dziś śpię w starym klasztorze.

 
02.11.2014 Zaduszki w Inowłodzu

Jest piękny dzień 2 listopada w przeciwieństwie do soboty świeci cudne słońce. Postanowiłam spędzić ten dzień niestandardowo Piotr wiezie mnie do Inowłodza małego miasteczka nad Pilicą 50 km od mego domu, w okolicy Tomaszowa Mazowieckiego. Teraz jest to prowincjonalna mieścina, ale w wiekach średnich kwitło tu życie.  Piotr zainspirował wycieczkę ponieważ w młodości przeżył w tysiącletnim Kościele Św. Idziego niezwykle podniosłe chwile uczestnicząc w osnutym półmrokiem świec nabożeństwie gdy słyszał niesamowicie wyśpiewaną przez męski chór Bogurodzicę.

Był tam zamek zbudowany za Kazimierza Wielkiego. Zaczynamy wycieczkę od zwiedzania ruin gdzie robię pośpieszną pudżę, ponieważ naszym celem są kościoły. Chodząc wokół ruin mam jeszcze tylko wizję Kazimierza Wielkiego, który siedzi z Panami Szlachcicami, ale nie skupia się na rozmowie z nimi jego myśli biegną ku kobiecie ( być może jakiejś kochanicy - których król miał wiele). Szkoda, że takich historii nie da się potwierdzić.

Jestem już umówiona że będę mogła pobyć w Kościele św. Idziego prawie tysiącletnim zabytkiem. Najpierw spotykamy się w tym celu z kościelnym w Kościele Św. Michała Archanioła młodszym bo XVII wiecznym obiekcie. Gdzie po niedzielnym nabożeństwie też mamy czas tylko dla siebie. Miły Pan Marek zostawia nas samodzielnie w kościele a ja medytujac w różnych jego miejscach odkrywam mniej i bardziej energetyczne punkty obiektu. Miernikiem jest tu moje ciało, czuły barometr różnorakich oddziaływań energetycznych. Zaciekawia mnie to, że XIX wieczna podłoga zawiera symbole Kwiatu życia i róży wiatrów ( znak żeńskiej linii Marii Magdaleny). Domalowane współcześnie wokół witrażowych okien plafony przedstawiają lotosowe mandale przypominające hinduskie lotosy.

Najlepsze zasilanie od Nieba i Ziemi wyczuwam siedząc w bocznej ławie na przeciwko stołu ołtarzowego  w linii centralnej czyli pod samym ołtarzem energia jest już mocno zaburzona. Wysokie emanacje energetyczne są tez fajnie wyczuwalne na chórze kościoła.

Naszym następnym celem jest Kościół Św. Idziego -czekając na Pana Marka, który pojechał zjeść obiad cieszymy się pięknem okolicy. Na wzgórzu na którym stoi to niezwykłe jak na Polskę miejsce mocy trawa ma tak soczyście zielony kolor jak w Irlandii. Ziemia także jest niezwykle żyzna ma wspaniały głęboko brunatny kolor - w Polsce nigdy nie widziałam takiego kolorystycznego połączenia nasyconej zieleni trawy kontrastującej z brunatną barwą ziemi z krecich nor - tak jest właśnie w Irlandii. Z góry widać piękny widok na Pilicę. Świeci cudne słońce. Czegóż nam jeszcze potrzeba. Cieszę się jak dziecko biegając po łące wokół kościoła. Moja dusza raduje się uśmiecha, a wokoło kręcą się zadumani ludzie wychodzący z okolicznego zbudowanego 250 lat temu cmentarza.

Wreszcie z obiadu wraca Pan Marek Kościelny, który otwiera nam stary kościół. Ze środka bucha zimno ponad metrowych murów z piaskowca. Tego kościoła nikt nie ogrzewa, nie ma tu światła - nie ma tu nawet światła. Jest tylko żyrandol - świecznik na naturalne świece.  Wnętrze jest kameralne - przypominające raczej kaplicę niż kościół i piękne urzeka prostotą. Krzyż pochodzi z XVI wieku a nowa podłoga zbudowana została odrestaurowana na wzór oryginalnej której fragmenty są w małej salce obok głównej części. To niewiarygodne, że ta świątynia przetrwała tysiąc lat. Pośpiesznie zakładam dodatkowo ubieram się, bo metrowe mury są niczym chłodnia. Wchodzimy na chór - podziwiając balkonik na którym być może śpiewali mnisi lub siedzieli okoliczni wielmoże. Na małych kolumienkach dostrzegam symbole nieskończoności. Piotr wspina się nawet na dzwonnicę. Podłoga zdobiona jest płytkami z jeleniami i mozaiką z podwójnych kwiatów życia ( nie rozumiem tej symboliki). Do kościoła zaczynają wchodzić ludzie którzy chcą skorzystać w niepowtarzalnej okazji otwarcia tego obiektu - który otwierany jest tylko na niedzielne nabożeństwa w sezonie letnim. Gdy otwarcie pytam czy dołożą są do co łaska dla kościelnego który zrobił nam uprzejmość otwierając obiekt - niestety ignorują me słowa. Jest mi przykro, że ludzie przyszli tylko brać a nie czują potrzeby dać niczego w zamian tej przestrzeni.  Ignorancja tworzy karmę. Ale cóż zrobić każdy chce skorzystać z darmowej okazji, a przecież kościół to nie miejsce niedzielnej degustacji w supermarkecie.

Kiedy wreszcie zostaję sama palę kadzidła i medytuje w różnych częściach.Najwyższą energię wyczuwam za ołtarzem oraz w centralnej linii wiza-wi przed nim. Jest tam około 65 tyś jednostek w skali Bovisa. Samo wzgórze i ukształtowanie terenu wokół rzeki wskazuje na to, że jest tu miejsce mocy. W tamtych czasach zresztą nie wznoszono obiektów sakralnych w innych miejscach. A w  zamkniętych kościołach energia zawsze jest wyższa. Medytując na środka odkrywam piękne połączenie trzech helis DNA i bardzo osobiste przekazy. Niebo i Ziemia karmi mnie. Niestety medytacja jest zrywowa bo ciągle ktoś wchodzi wyrywając mnie z transu, a w tak małym kościele stanowi to dla mnie przeszkodę. Ale jestem bardzo zadowolona z wycieczki ponieważ i tak ładuje me energetycznie akumulatory. Na mojej ścieżce nie potrafię już istnieć bez systematycznej praktyki w miejscach mocy. Bez tego ma dusza jest smutna. A tu wraca błyskawicznie do stanu naturalnej radości.

Dzięki wam Duchy Nieba i Ziemi, że zachowałyście dla nas to tysiącletnie miejsce mocy.

Czytaj też wpisy o pobliskich miejscach mocy:

- Rzeczycy,

- Studziannie.

Garść informacji o Inowłodzu: Miejscowość położona jest przy historycznym trakcie z Krakowa do Łęczycy oraz z Torunia do Lwowa - na obecnym szlaku romańskim. Wzmiankowana jest w starych dokumentach, jako osada królewska, przez którą często przejeżdżali władcy państwa polskiego, liczni kupcy i wojska.

Inowłódz należy do najstarszych miejscowości w Polsce ! Natrafiono tutaj na relikty osad z epoki brązu (1800-700 r. przed narodzeniem Chrystusa), z okresu rzymskiego początku I wieku. Z zachowanych dokumentów wynika, że już przed 1145 rokiem, istniały w osadzie komora celna, karczma i kościół.

Kościół św. Idziego jest zabytkiem tzw. "klasy zerowej".Wizytówka Inowłodza, XI-wieczny kościół św. Idziego, jest drugim po rotundzie św. Mikołaja  w Cieszynie, najstarszym murowanym zabytkiem w Polsce. Powstał w 1086 roku na wysokiej skarpie, nad brzegami rzeki Pilicy.
Świątynię ufundował książę Władysław Herman, jako wotum dziękczynne za urodzenie się syna - księcia Bolesława Krzywoustego. Imię patrona pochodzi od nazwy francuskiego opactwa Saint-Gilles (Gilles to po polsku Idzi), do którego książę wysłał poselstwo z prośbą o błogosławieństwo i zesłanie potomstwa, którego nie mógł się doczekać w zwią
zku z Judytką - czeską księżną. Przy północnej ścianie znajduje się zakrystia, dobudowana w późniejszym okresie w stylu barokowym.

Kościół św.Idziego wzniesiono w stylu romańskim z kamienia polnego o lekko rdzawym odcieniu, na planie prostokąta z półokrągłą absydą od wschodu i cylindryczną wieżą od strony zachodniej. Mury wieńczy pod okapem dachu fryz arkadkowy. Szczegóły architektoniczne świątyni rzeźbione są w szarobiałym piaskowcu.

Historycy utrzymują, że że kościół w Inowłodzu powstał wraz z bliźniaczą budowlą w Żarnowie, na krótko przed połową XII wieku. Na przestrzeni wieków zatracił swój pierwotny charakter. Z XII wieku ocalały jedynie dolne fragmenty wieży oraz ściana północna, zbudowane z ciosów lokalnie występującego piaskowca. Praktycznie cała reszta kościoła pochodzi z lat 1936-38, czyli z okresu rekonstrukcji prowadzonej przez architekta Wilhelma Henneberga na zlecenie prezydenta Ignacego Mościckiego.Po południowej stronie świątyni, na placu przykościelnym wyeksponowane są drewniane tablice z napisami w języku polskim. Jest to nawiązanie do kroniki Galla Anonima, który w swoich księgach opisał historię cudownych narodzin Bolesława Krzywoustego. Na tablicy są słowa pieśni o narodzinach przyszłego króla, którą tak wspaniale zaśpiewała nam Ewa Demarczyk (-:
Świątynia otoczona jest murem zbudowanym z kamienia polnego. Ze wzgórza roztacza się niezwykła panorama na Dolinę Białobrzeską, rzekę Pilicę i wszechobecne w tych okolicach lasy.

Sklep spożywczy  w XIX synagodze. Żydowski zmysł do interesów, przetrwał tu w bogactwie niezwykle różnorodnego i ciekawego zaopatrzenia wprost zadziwiającego dla maleńkiej miejscowości. Tak zaopatrzonego spożywczaka pozazdrościła, by Warszawa czy Paryż.

 
25.10.2014 - malarka w drodze

25.10. 2014 w drodze na warsztat

 

Jadę do Warszawy o 6.40 po zarwanej nocy. To dla mnie zawsze trudne zadania. Październikowe energie planetarne nie dają spać, ale i niszczą stare schematy. Nie pozostaje mi nic innego tylko uznać, że moja wrażliwość jest tak wielka że czasem w tak napięciowych okresach zintensyfikowanych działań kosmicznych nie mogę spać.  Komunikacja na trasie Skierniewice Warszawa jest utrudniona ze względu na nieustające roboty drogowe co zmusza mnie do znacznie wcześniejszego wyjazdu.

Wchodząc do porannego pociągu z wyjątkowo wielką, samolotową walizą wita mnie w nim prosta kobieta. Od razu widać, że jest zaburzona psychicznie, ale też bardzo życzliwa , dba o mnie mówiąc" Niech Pani nie ciagnie tej walizy ze sobą tu jest na nią miejsce".  Za jakiś czas podchodzi do mnie rozdając zaproszenia na swą malarską wystawę w Bibliotece na Rynku Nowego Miasta w Warszawie. Zaczynam z nią rozmawiać. Oglądam  albumy z kopiami pięknych olejnych i akrylowych obrazów. Które ta nie wykształcona kierunkowo kobieta maluje z duszy, nie potrzebując nawet rozkładać się ze sztalugami w plenerze by uchwycić piękno pejzaży.  Jestem wzruszona  gdy mówi mi:  "maluję bo jestem po urazie głowy a lekarze mówią jej, że to najlepsza dla mnie rehabilitacja. Ludzie ją odrzucają bo jestem prosta, kiepsko ubrana - nie wielu chce ze mną rozmawiać . Jestem Pani wdzięczna, że Pani jest inna - opowiada patrząc na mnie.

 

 

Pani Ania choć maluje kilka lat na koncie ma 64 wystawy malarskie - jest niezwykle płodna a jej ekspresja w malowaniu przypomina styl Van Gogha jako plastyk potrafię to docenić ( zwłaszcza, że w wakacje w Paryżu znów widziałam prace Van Gogha na żywo). To wielki polski talent, zrodzony z bólu choroby - w której ona umie pokonać tak wiele ogromnych trudności.  Jakże trudno jest jej rozdawać zaproszenia na wystawę i próbować sprzedawać swe prace w porannym pociągu. O 7 rano łatwiej byłoby jej zarobić na kawie czy piwie. Bo sztuka nie należy teraz do wysoko cenionych wartości. Jak wielki lęk przed odrzuceniem, negacją i krytyką musi pokonywać ta chora kobieta co dzień, aby realizować to co kocha? Dla mnie to heroiczne. Wielu ludzi w znacznie lepszej sytuacji od niej nie radzi sobie na codzień? A ona potrafi 64 wystawy na które trzeba zrealizować os A do Z, zainteresować miejsce, przekonać nie zawsze skłonnych do współpracy galerników, znaleźć na nie środki? Z tym nie radzi często nawet wielu lepiej wykształconych i wyglądających artystów po znanych szkołach i będących przede wszystkim w granicach norm psychicznych. A ona choć chora potrafi. DLA MNIE PANI ANNA SZCZEŚNIAK JEST PRZYKŁADEM TEGO ŻE MOŻNA NIE BYĆ OFIARĄ NAWET W TAK TRUDNYCH WARUNKACH W JAKICH ONA ŻYJE.  To duch prowadzi człowieka, a ogranicznenia umysłu i ciała można pokonać.

 


 

Kupuję od niej piękne ludowe zakładki, przekazuję kontakty do znajomego jeszcze nie dawno wpływowego w środowisku sędziwego artysty plastyka wierząc, że może będzie jej pomagał. Tyle mogę zrobić od siebie by wspomóc ten wielki talent.

Piszę jeszcze sms do kobiety która wieczór wcześniej prosiła mnie o przyjęcie na warsztat taniej ponieważ sama jest plastykiem i ma niskie dochody. Proponuję, aby przyszła za minimalne koszty jeśli sama zdecyduje się pomóc tej niezwykłej kobiety - która nie ma wielkiego szczęścia być zdrową. Kobieta która jeszcze dzień wcześniej żaliła się jak jest jej ciężko, by przekonać mnie o tym bym dała jej zniżkę. W ogóle nie reaguje na sms z prośbą o danie coś z siebie. O Wszechświecie jak łatwo jest nam czasem brać od innych a kiedy przyjdzie dać coś słabszym nie wielu jest na to gotowych?  To smutne, że zdrowi podtrzymują ofiary w sobie licząc na specjalne bonusy - a kiedy przychodzi możliwość udowodnienia tego, że nie muszą być już ofiarami nie koniecznie chcą to robić. DAWANIE JEST DLA WIELU OFIAR ZBYT TRUDNE BO NAUCZYŁY SIĘ TYLKO BRAĆ. I BOJĄ SIĘ OPUŚCIĆ SCHEMAT W KTÓRYM W GRUNCIE RZECZY JEST IM DOBRZE. Tym większy dla mnie podziw dla prostej ludowej malarki o niezwykłej kresce - która potrafi żyć pasją choć jest jej znacznie trudniej niż większości ludzi.

Dziękuje Pani Pani Anno Szcześniak za to wielkie świadectwo wiary w moc sprawczą jakie Pani niesie

 
19.10.2014 Tantra z Garchenem Rinpoche

Dziś jest 19.10 2014 - energia przemiany jest w toku.

Kruszą się najtwardsze struktury. Na starych wzorcach nie zbudujemy nowego życia.

Doświadczam tego czasu całą sobą to wielki czas przemiany. Kiedy planety stają w tak trudnych ustawieniach jak teraz moim sposobem na zharmonizowanie jest praktyka.

Ta którą wybrałam jest wymagająca - ale jakże miałoby być inaczej skoro prowadzi ją Jego Eminencja Garchen Rinpoche. Jeden z najwybitniejszych nauczycieli naszych czasów. Wielokrotnie oświecony w pełni urzeczywistniony w przejawieniu miłości do przyjaciół i chińskich oprawców jacy męczyli go 20 lat w więzieniu. Mistrz wygląda jak Yoda z Gwiezdnych Wojen jest ciepły, przytulający, uśmiechnięty.

 

19 dzień miesiąca daje szansę na przekroczenie granic ego. Rozbrojenie długu karmicznego zawartego w żądzy władzy i krzywdzeniu innych. 19+10+2014 sumuje się 9, ten dzień określa możliwość zakończenia wewnętrznego cyku. Spojrzenia na przeszłość z głębi własnej mądrości i pozostawienie jej za sobą.

Na sali wykładowej spotykam dawnego krzywdziciela. Wiedziałam że wcześniej czy później spotkamy się "gdzieś na mieście". Jak na ironię siada na macie obok pozostawionej przeze mnie dzień wcześniej poduszki. Cóż za niewidzialna siła prowadzi go dokładnie w miejsce gdzie został mój energetyczny ślad? Podczas głębokiej tantrycznej inicjacji Czakrasamwary - podejmuję decyzję, że odpuszczę to co stało się dawno temu i tak mnie zraniło. Robię to w sercu sama. Ale spojrzeć w jego twarz bez lęku, oceny jest już znacznie trudniej. Pilnuję tej kruchej części mnie która teraz chętnie by uciekła.  Przechodząc na przerwie obok niego nie podnoszę głowy - nie mam jeszcze na to siły. Potem on przechodzi obok mnie, także mnie ignorując. Wszechświat jest ze mną, przebaczyłam i pilnuje tego co dzieje się we mnie. Kiedy wracam po obiadowej przerwie na podwórku mijamy się. Patrzy w moje oczy mówi mi cześć a ja mu odpowiadam.

Czując, że czas na wsparcie tego co się zadziało przesiadam się na krzesełko kilka rzędów bliżej. Na przerwie podchodzi. Rozmawiamy o życiu, praktyce, pożądaniach, nałogach i świadomości dawnych ograniczeń. Jestem spokojna, mówię o mojej części odpowiedzialności w tej trudnej historii.  Wspominam, że mój gniew wynikał z braku ukojenia i oddania mi szacunku. Patrzymy sobie głęboko w oczy. Pyta czy może mnie przytulić: pozwalam mu. Nasze serca są teraz blisko a z moich oczu płyną łzy ukojenia gdy przeprasza. Stare odeszło.... rozpuściło się w oceanie miłości w którym dryfujemy. To ciekawe, że zdarzyło się to tuz po praktyce Wysokich Tantr Czakrasambawy i Tary (do której wyśpiewałam ponad 100 tyś mantr) Bóstwa zaistniały w nas i poprowadziły nas o krok dalej.

Dzięki wam Wszyscy Wielcy Nauczyciele na Ścieżce Wyzwolenia.

 
29.09.2014 Święto Archaniołów

Stary świat odchodzi bezpowrotnie, dziś znów czuć wzmocnienie energetyczne i drżenie. Pękają struktury - tego nie da się już zatrzymać. Często mamy przed tym obawy, aby puścić stare, ale warto pozwolić sobie na to, aby stare odeszło bezpowrotnie. Tylko wtedy narodzi się nowe. Przecież to nie przypadek, że ta wirująca wibracja przejawiła się właśnie w święto Trzech Archaniołów.

 
« pierwszapoprzednia1234567następnaostatnia »

Strona 4 z 7

Copyright © MistycznaBrama 2013 | design: kubarlov.pl