BLOG
28.09.2014

28.09.2014 Skarby Jesieni

W gościnnych progach Joanny zajęcia mają swój domowy klimat. Joanna nauczyła się znakomicie gotować u Stefka a więc pysznie nas karmiła. A tantra, masaż i przytulanki zbliżyły nas na tyle, że nikomu nie chciało się ani iść ani wracać. Ja też przedłużyłam ten słodki czas zajęć sporo dłużej, bo wszystkim było nam ze sobą dobrze i domowo.

 
27.09.2014 Kamienne Kręgi Węsiory

Czasem czuję jak jakieś miejsce mocy mnie woła. Było tak i tym razem, Węsiory zawołały mnie. Praktykowaliśmy w małej grupie. I to było fantastyczne.

Podczas praktyk przyłączali się do nas ludzie zwiedzający to miejsce, którzy także potrzebowali skorzystać z zawartej w nich uzdrawiającej mocy. Pani z Kartuz której pozwoliłam zostać na praktykach powiedziała potem, że to było dla niej niezwykłe jak wspaniałe istoty pokazywały się gdy imiennie je przywoływałam. Nigdy wcześniej nie była na tego typu zajęciach sama medytuje i często jeździ tu zregenerować się a teraz tak wiele widziała. To było miłe. Kiedy zostaliśmy sami Istoty Opiekuńcze zaczęły wyraźniej się pojawiać, wyglądała do nas piękna Pani Jeziora.

W Węsiorskim Chramie zaproszony przeze mnie Krzysztof Suplicki przeprowadził energetyzujący chi-qong i pokazał nam elementy medytacji dynamicznej.

Pogoda nam sprzyjała i świetnie się bawiliśmy.

 
04.09.2014

Czasami po sesjach jestem bardzo zmęczona. Tak było i wczoraj po spotkaniu z kobietą ofiarą wypadku samochodowego, którego byłam świadkiem jadąc na Mazury.

Intuicja mówiła mi, abym skoncentrowała się na jej synach. I taki był mój zamysł, ale okazało się, że chłopcy ważną rzecz w szkole i nie mogli przyjść zdecydowałam się spotkać z ich mamą. Ogrom nieszczęścia jaki spotykał tę kobietę od urodzenia jest gigantyczny. Zadziwiające jest  jak wiele może spotkać człowieka w jednej rodzinie jak wiele tragedii dysfunkcji oraz przedwczesnych śmierci musi w niej nastąpić. I jak wiele strasznego musi się czasem zdarzyć, aby człowiek poczuł, że czas zadbać o siebie oczyścić się energetycznie przedefiniować język naszych pojęć. A przecież nie musimy tak cierpieć nie po to tu w większości przyszliśmy.

Cierpienie ma szansę stać się naszym bogactwem – kiedy uznamy go za sprzymierzeńca i podejmiemy oparte na miłości do siebie działania i poszukamy nie tylko przyjaciół, ale przede wszystkim specjalistów którzy sukcesywnie będą nas wspierać. Będę medytować nad tym czy mam narzędzia do tego, aby pomóc tej Pani. Może wystarczy wzmocnić ochronę i oczyszczanie? A może to nie czas dla mnie na te działania.

Na szczęście miałam też wczoraj inne bardziej podnoszące sesje z zainteresowanymi wzrostem ludźmi. Cieszę się na nowe projekty J. Dzięki Ci Wszechświecie za ten cudowny czas. Nawet, gdy zmęczenie jest tak duże, że skłania mnie do płaczu a me serce zaczyna bić o wiele za mocno. Mam Ci za co dziękować. A noc dziś taka piękna.

 
03.09.2014

Dziś mam wyjątkowo owocny dzień. Wszystko idzie jak powinno a przede wszystkim wyrabiam się w swoim zwykle ambitnym planie dnia. Poranna medytacja napełniła mnie radością i ciszą. Od wyjazdu na Mazury mam wielką potrzebę medytowania na powietrzu a więc puki ciepło wykorzystuję w tym celu swój przestronny balkon.

 
02.09.2014

Ukończyłam tekst o Wystawie Relikwii buddyjskich do  tygodnika „Gwiazdy Mówią”. Na szczęście ukaże się przed wystawą w Warszawie, czyli 10.09.2014. Niesamowite jest to, że będę znów mogła mieć kontakt z Buddą Sakjamuni, Padmasamhbavą i Yeshe Tsogyal, Milarepą, Dalaj Lamą, Karmapami i wielu wysoko oświeconymi Istotami. To niesamowite, że są takie projekty a Oświeceni zostawiają potomnym kulki, przypominające drogocenne perły, burszytny, opale i inne. Warto zobaczyć.

 
02.08.2014 Wiking i jego wilk

Wypatrzyłam go już pierwszego dnia naszego pobytu na Wyspie Wolin. Był większy niż pies, a jego właściciel prowadzał go na metalowym łańcuchu. Trochę tylko słabszym niż te które służą do przywiązywania krów. Rosły Skandynaw wraz ze swym niezwykłym jak na tę imprezę zwierzęciem mignął przed oczami kilka razy mi w skansenie, potem na polu walki. Spotkanie z Wilkiem zawsze było moim marzeniem. Fascynuje mnie piękno i dzikość tych, tak mądrych i przez wieki bardzo źle traktowanych przez ludzi zwierząt. Zwłaszcza, że w zeszłym roku w Słowiańskim Kalendarzu, skończyła się Era Lisa a rozpoczęła się Era Wilka. Zaś w wilczych stadach rządzą alfa-samice Wadery.


W sobotę wieczorem jego właściciel przyszedł z nim pod barowy namiot. Zwierze było wyjątkowo piękne a ja marzyłam by je dotknąć. I stało się, tak że rosły ( prawie 190 cm) wojownik siadł ze swym zwierzem naprzeciwko mnie. Dopytałam czy to wilk i  czy mogę go pogłaskać? Wyciągnęłam więc spokojnie dłoń w jego kierunku miałam ją kilkanaście cm od pyska zwierzęcia trzymając ją spokojnie by ten mógł oswoić się z mym zapachem. Zwierzę było spokojne. Patrzyło na mnie - bardziej zdecydowanie reagował jego właściciel radząc mi bycie ostrożną w kontakcie z jego wilkiem. Bardziej zdecydowanie zareagował jego właściciel zalecając mi ostrożność. Patrzył mi w oczy -mówiąc. Jego spojrzenie było mocne. widać było, że nie to co mówi to nie przelewki. To zdystansowało mnie i mój brak obawy przed pięknym wilkiem. Pan i jego wilk siedzieli przy nas tylko chwilę. Potem przesiadł się bliżej swoich kolegów. Kiedy przyszedł jeden z jego skandynawskich druhów , wilk ucieszył się. Zachowywał się wtedy jak pies jak pies stanął na dwóch łapach, oparł się o ramiona człowieka stając na swych tylnych merdając ogonem na przywitanie. Wtedy w pełni zobaczyłam jak rosły jest ten samiec. Wiking miał około 190 wzrostu wierze swym nosem dotykało stojąc na dwóch łapach jego szyi.
Podziwiam spokój zwierzęcia które przez 3 dni było narażone na tak wiele przeróżnych bodźców wzrokowych, zapachowych dopadających doń zewsząd. Łącznie z zapachem krwi sączącej się z ran wojowników po bitwie, czy zapachem miesiączkujących podczas festwialu kobiet. To tylko dowodzi jak mądre są te zwierzęta, gdy są syte nie mają potrzeby atakować. To człowiek jest najbardziej krwiożerczą istotą na Ziemi zabijającą czasem tylko dla zaspokojenia ego.
Ależ tęsknię za bliskim kontaktem z wilkiem. Na razie mam tylko pierścionek z wilczycą, który kupiłam w zeszłym roku we Wdzydzach Kiszewskich podczas wakacyjnego Festynu Słowian i Wikingów.

Widzieć kilku mężczyzn w wilczych skórach na polu walki i w obozie w Wolinie, wyglądających w nich bardziej dziko to nie to samo, co być tak blisko wilka jak mi się to udało.

Tekst i zdjęcie powyżej Wiola nazwana kiedyś po warsztacie Waderą.

Zdjęcie wilka I.

 

Przeczytała na Facebooku Twój wpis o spotkaniu z wilkiem.Przeszły mnie dreszcze i poczułam, że bardzo chcę się z Tobą tym podzielić.Od dziecka miałam obsesję na punkcie wilków.Wycinałam ich zdjęcia, chłonęłam wszystkie informacji i oglądałam filmy przyrodnicze.To co przeczytałam o Twoim spotkaniu z wilkiem poruszyło mnie bardzo.        W roku 2011 jesienią byłam w górach.Pod wieczór poszłam na samotny spacer i miałam niesamowite zdarzenie.Siedziałam nad strumieniem ,blisko lasy ale gdzieś w oddali
były jakieś domki.Nagle na polnej drodze pojawił się prawdziwy wilk.Byłam pewna ,że to nie jest pies.Miał charakterystyczny chód, spojrzenie i to coś ,co spowodowało ,że poszłam za nim drogą jak urzeczona.Nigdy nie bałam się zwierząt, a w tym dziwnym spotkaniu była prawdziwa magia.Patrzył mi w oczy ,a potem zniknął nagle gdzieś w zaroślach.
Nigdy nikomu nie opowiadałam o tym spotkaniu.Wiedziałam ,że nikt mi nie uwierzy ,że to był prawdziwy wilk, ale ten obraz i te wszystkie uczucia noszę w sobie od lat.Od tamtego spotkania zaczęły się wielkie zmiany w moim życiu, prawdziwe rewolucje.
Gdy spotkałyśmy się w sylwestra 2012/2013 na "5-ciu rytmach", tam przy stoliku śmiałyśmy się tak długo i szczerze.To było dla mnie cudowne spotkanie.Potem byłam jeszcze na Twoich warsztatach w Warszawie.
Na wiosnę 2013 roku na spotkaniach na Ślęży, ktoś zaczął zwracać się do mnie "Wilczyca" z powodu koloru moich oczu.Bardzo mi to pasowało.
Chciałam nią być, bo gdzieś wewnętrznie czułam ten ruch, to wycie i moc...moje pozwolenie na swoją dzikość.To był dla mnie wspaniały rok.W lipcu zakochałam się i to był strzał w jednej chwili, jak piorunem. On nazywa mnie swą Wilczycą, a ja to uwielbiam.....
A na dodatek mamy Erę Wilka!
Och! Dziękuję Tobie za ten wpis i nie tylko.Za to ,że mogłam Cię poznać, za książkę o tantrze, którą napisałaś i teraz mam ją w swojej bibliotece.No i za to ,że poczułam ,że mogę z Tobą podzielić się tą dziwną historią.
Teraz prowadzę fajne życie, pracuję na własny rachunek, przeprowadziłam się do mego mężczyzny, dzieciaki poszły w świat.
Życie jest pełne niespodzianek, a miłość w dojrzałym wieku to sam miód.
Przesyłam Ci moc miłości i po takim spotkaniu z wilkiem spodziewaj się wspaniałych wrażeń.

Beata z Wrocławia/ Wilczyca

 
01.08.2014

Ogromny niedokończony wewnątrz dom pachnie wilgocią połączoną z kuchennym smrodkiem, jak w tanim hotelu robotniczym. W kuchni niedomyte naczynia kleją się od tłuszczu. Na brudnych ścianach  widnieją ludyczne malunki – wykonane kredkami przez artystów amatorów, a ciemnych z kątów wieje duchami.  Palimy świece i kadzidła dla zmiany zapachu w naszym zatęchłym pokoiku ze starymi meblami, zwiezionymi pewnie z jakichś niemieckich pchlich targów za grosze.

Z grzybem pod prysznicami radzę sobie dzięki dezynfekującemu wszystko olejkowi z drzewa herbacianego. Przed wejściem do naszej koedukacyjnej korytarzowej łazienki owianej męskim potem i zapachem tanich papierosów stoi zresztą zestaw środków czyszczących. Gdyby klient był nie zadowolony z tutejszych norm czystości zawsze przecież może wyczyścić wszystko sam :).  
Pozostaje mi tylko pić profilaktycznie olejek oregano -  aby uniknąć stanu zapalnego jaki może być wynikiem rozmnożenia się w mym organizmie pleśni na które jestem wrażliwa. Olejek i tak piję, bo leczę zachrypnięte od warsztatów gardło. A więc to żadna różnica.
Takiej scenografii nie powstydziłby się horror, ale mieszkający tu robotnicy od których czuć wyraźny aromat piwa i  bezzębny właściciel wraz z żoną są wyjątkowo mili. Dano mi wybór jednego z wielu pustych, nie wiadomo czemu w szczycie sezonu pokoi :).

Właściciele zapraszają  też do tego, by  zamiast w pokojach posiedzieć w przydomowym ogródku, w którym panuje ożywczy chłód. Korzystamy z tej oferty i wychodzimy wieczorkiem pobujać się na ogrodowej ławce i zjeść owoce na stoliku. Nagle towarzyszka mej podróży dostrzega wiszące nad mą głową dwie skórzane rękawiczki i stojące obok zabrudzone ogrodowe narzędzia. W wieczornym mroku niedoświetlonego ogródka wygląda to raczej koszmarnie. Takiej scenografii nie powstydziłby się prawdziwy horror.  Śmieję się do mej współtowarzyszki podróży, że osoby, które chcą  korzystać z moich warsztatów a narzekają na warunki, typu łazienka na korytarzu, za mały pokój czy za twarde łóżko, powinny zobaczyć w jakich czasem mieszkam ja. Jeśli zależy mi na tym, aby doświadczyć i zrealizować coś ważnego. Tym razem priorytetem jest Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie oraz budzenie Ducha Woli Narodu, który potrzebuje powstać. Podczas dorocznego festiwalu na Wyspie Wolin w okolicy bardzo trudno znaleźć miejsce noclegowe. Wszystko jest już zwykle wcześniej zajęte. Jesteśmy więc szczęśliwe, że zajechałyśmy do tak zadziwiającego Domu Weterana – z wolnymi pokojami.   
Jak to mówią cel uświęca środki – dzięki ofiarowaniu darów dla duchów kolejne noce spędzimy w naszym eklektycznym przybytku śniąc i budząc się spokojnie. A mieszkający w nim ludzie będą pomagać nam zrealizować nasz cel.

Malunki z naszego pokoju sfotografowała.I.

 
29.05.2014 w poszukiwaniu Dolmenu na Malcie

Kolejny gorący dzień na Malcie. Kilka dni temu wcześniej w Muzeum Archeologicznym w Valecie odkryłam mapę z siedemnastoma dolmenami znajdującymi się na dwóch wyspach. W Muzeum widziałam też tam pokaz starych slajdów ze zdjęciami z przełomu XIX i XX wieku na których widać było przepięknie zachowane megalityczne grobowce.
Poczułam ogromną potrzebę odnalezienia przynajmniej jednego dolmenu. Okazało się to nie lada wyzwaniem. W muzeum nie było już archeolog, która była kustoszem wystawy.  Kolejnego dnia także wyszła do domu ponad godzinę wcześniej.  Strażnik wskazał nam jednego z pracowników ochrony, który miał pewne informacje na temat dolmenów. Po krótkiej dyskusji strażnik wskazał nam jedyny istniejący na naszej mapie dolmen. Postanowiłam go odszukać.
Podróż do kolejnych już tu megalitów rozpoczęłam od odnalezienia Hotelu Dolmen w miejscowości Bugiba. Początkowo sądziłam, że miejscowi ułożyli tam stos przypadkowych kamieni zebranych na pobliskim wybrzeżu.  Hotelowa tablica wskazywała jednak na coś zupełnie innego. Tylko część kamieni przywieziono tu ze stanowisk archeologicznych w innych rejonach wyspy.  Większość kamieni pochodziła z oryginalnej megalitycznej świątyni, której fragmenty otoczył dobudowany tam współcześnie hotel. Z opisu wynikało, że świątynia była dość rozciągała się na terenie miasta. Każde miejsce tego typu ma swoich strażników ze świata natury. W tym straż pełniły dziesiątki szybko biegających jaszczurek.  Dzień był wyjątkowo słoneczny i gorący a więc zwierzęta niezwykle sprawnie przeskakiwały po kamieniach wokół mnie.  Na terenie dawnej świątyni nie wiadomo czemu nazwanej dolmenem  nie było  hotelowych gości. Mogłam więc spokojnie medytować na wielkich głazach. Ku memu zdziwieniu zachowały swą energetykę a ich pradawni gospodarze przemawiali do mnie. Cieszył mnie ten błogi czas spędzony w otoczeniu ekskluzywnego hotelu w którym nikt  mi nie przeszkadzał. Wiedziona jednak potrzebą odnalezienia prawdziwego dolmenu wyruszyłam w dalszą podróż autobusową. Zamierzałam dotrzeć do Ta’ Hammud.

 

 

W zajezdni dopytałam kierowcę gdzie wysiąść – nie wiedział? Z pomocą przyszedł jego kolega. W miejscu w którym wysiadałam była mała zatoczka i kilku miejscowych rybaków. Przede mną po jednej stronie rozciągały się rozkopane pola. Po drugiej droga w górę i pola uprawne. Nie wiedziałam gdzie iść. Zapytałam o drogę rybaków. Jeden z nich starszy mężczyzna o przedziwnych rozbielonych tęczówkach oczu twierdził ,że to nie tu, sugerował mi przejechać dodatkowy przystanek autobusem. Po raz kolejny dałam się zwieść miejscowym. Dolmeny są miejscami pilnie strzeżonymi przez ziemskich i niebiańskich strażników. Gdy dojechałam przystanek dalej byłam niepocieszona widząc przed oczami miasteczko. Zorientowałam się, że zostałam wyprowadzona z pole.
Po południu spotkałam się z towarzyszem mej podróży. Planowaliśmy jechać  gdzie indziej, ale jako pierwszy podjechał autobus do Ta’ Hammud. Przekonałam go więc abyśmy pojechali poszukać dolmenu. Tym razem podróż była łatwiejsza ponieważ on miał ze sobą  GPS w komórce dzięki któremu dość szybko dotarliśmy do pola, na którym  powinien znaleźć się dolmen.  Widząc jakiś zakład znajdujący się obok pola, Janek wystraszył się, że zostaniemy przegonieni za wtargnięcie na teren prywatny.  We mnie nie było obaw – przyszłam przecież znaleźć prastary dolmen a skoro Bóstwa pomogły mi dotrzeć aż tutaj zapewne i dalej się uda. Po kilku minutach obawa Janka ziściła się. Z zakładu wyszedł do nas miejscowych chłopak pytający czego tu szukamy? Odparliśmy, że szukamy dolmenu i zapytaliśmy go gdzie jest? Na co miejscowy wskazał nam siedmio tarasowe pole pełne kamieni przed nami. To było niezłe wyzwanie na gorące popołudnie.  Znaleźć kilka kamieni wśród setek, chodząc po wybrzuszonym gruncie między trawami, gdzie nogi co chwilę wpadały w szczeliny – to nie było łatwe, ani przyjemne.  Dodatkowym wyzwaniem był dla mnie brak kremu do opalania z filtrem. Od dwóch dni opalałam się na swe mleczko kosmetyczne a tego dnia wyraźnie czułam, że słońce zbyt mocno daje mi się we znaki. Wiedziałam jednak, że nie zrezygnujemy. Byłam zbyt bliska celu.
Błąkając się między kolejnymi poziomami, oddzielonymi od siebie kamiennymi murkami. Z niższego poziomu bardzo trudno było ocenić co znajduje się wyżej.  Chodząc po woli traciłam wiarę, że będzie nam dane znaleźć dolmen.
Na jednym z poziomów odkryłam jednak zgliszcza prastarej świątyni.  Wśród nich przedziwny trójkątny grobowiec i kilka mniejszych stanowisk grobowych.  Gdyby nie podróż do megalitycznych cmentarzysk w Buriacji w 2010 roku pewnie nie rozpoznałabym grobowców ukrytych między zaroślami i wieloma przypadkowo porozrzucanymi kamieniami.
Czułam że przestrzeń w której jestem jest Przestrzenią Strażników. Energetyka jaka tam panowała, była co najmniej kontrowersyjna.  Nie wiedziałam jak będzie wyglądał tutejszy dolmen. Mógł być on jednym z bocznych  grobów którego szczyt wieńczyły malowniczo  wrośnięte weń kwiaty.  Po zeszłorocznej wizycie na Polskim dolmenie wiedziałam też, że aby spotkać się z energiami właściwego grobowca trzeba zdać egzamin przed odstraszającymi Ciemnymi Strażnikami.  Postanowiłam więc zrobić tam pudżę właśnie tu.  Zawsze zadziwia mnie mądrość świata przyrody strzegąca takich miejsc. Dopóki zwracałam się na głos do Bóstw, świat przyrody nie śmiał mi przeszkadzać. Po tym, kiedy skończyłam i oparłam się o trójkątny grobowiec wystarczyło dosłownie kilka minut, aby w 15 sekund użądliły mnie dwie pszczoły. Okazało się bowiem, że nie opatrznie usadowiłam się przy małym dzikim gnieździe. Tym razem wyraźnie poczułam, że nie jest to miejsce na którym powinnam zostawać dłużej. Janek też postanowił z niego zejść ponieważ poczuł się źle.

Ja kontynuowałam swoje spotkania z mistrzami pochowanymi w pozostałych grobowcach cały czas chodząc po między nimi boso. Tym razem dostałam drugą przestrogę, przy jednym z grobowców znalazłam skórę węża. Na Malcie nie ma ponoć gatunków jadowitych, ale sama obecność gadów w tym miejscu wskazywała na to, że ten poziom chroni jakąś tajemnice przed intruzami.
Za chwilę Janek, który zszedł niżej zawołał mnie twierdząc że coś znalazł , ale nie chce sam tego ruszać. Prosi więc abym przyszła.  Tak też zrobiłam.  Widząc jego odkrycie prawie się rozpłakałam. Mój towarzysz odkrył właściwy dolmen.  Dolmenowi brakowało już kilku bocznych kamieni, które najwyraźniej miejscowi zużyli na inne cele. W ziemi pod nim znajdowało się małe zagłębienie świadczące o tym, że najprawdopodobniej ktoś kopał w tym miejscu próbując znaleźć coś cennego.  Wydrążenie w Ziemi było na tyle głębokie, że mogłam się w nim schować  jak pod dachem i medytować. Co ze względu na Słońce było wspaniałym udogodnieniem.  W przeciwieństwie do stanowisk Strażników, na dolmenie panowała tu zupełnie inna energia, było błogo, miło i przyjaźnie. Nie przeszkadzały nam żadne zwierzęta.  Medytując w dolmenie czułam się jak w Łonie Mamy Ziemi. Dostałam też wyraźny przekaz z którego wynikało, że dolmen ten był dolmenem świętej pary. To dlatego na ten pradawny grobowiec  tantryczny mogłam dotrzeć  tylko z mężczyzną.  W dolmenie przyszedł do mnie jasny przekaz.  Istoty będące jego gospodarzami przekazały mi  wzmacniający gest świętej pary – jaki u zarania dziejów służył do wzmacniania energetyki mężczyzny. Ten święty gest jest ważny dla harmonizowania relacji partnerskich między kobietą a mężczyzną. W czasach w których ludzkość wraca do równowagi jest on ważny, dla nas wszystkich. Mam w sobie głęboką wdzięczność za to, że udało mi się dotrzeć do tego świętego miejsca.

 
17.02.2014 - Biały Rytmiczny Pies

KIN 110 - Biały Rytmiczny Pies

Moja operatywność równoważy bieg życia. Dziś nie ugnę się pod ciężarem emocji. Miłość jest siłą, która równoważy każdą przeciążoną masę. Dziś zrewiduję podejście do ciała i seksu oraz przestanę odmawiać sobie tego, co przyjemne. Seks nie jest grzechem, lecz boskim darem - źródłem życiodajnej energii. Moje ciało mentalne, emocjonalne i fizyczne wskaże mi, co muszę zharmonizonizować w życiu.

 
14.02.2014 Walentynki

Dziś Walentynki dla niektórych to Święto Miłości. Dla innych tradycja spopularyzowana po to, by sprzedać miliony gadżetów, których konsumenci by nie kupili, gdyby stworzonej ku temu okazji zabrakło.

W naszej tradycji Słowiańskiej bogiem wiosny, miłości i płodności jest Jarowit na Rusi zwany też Jaryło. Przedstawiany jako urokliwy młodzieniec jeżdżący na białym rumaku z kłosem. Jego święto przypada na: 21-23.03 czasie Równonocy Wiosennej. Czczony on był w czasie przesilenia energetycznego, kiedy to energia w przyrodzie i kosmosie jest znacznie wyższa. Nasi przodkowie doskonale wiedzieli, że wówczas jest właściwy czas na cieszenie celebrację miłości oraz rytuały zapewniające dobre plony.

Natomiast patronką miłości małżeńskiej jest Mokosz – bogini Ziemi, płodności, niemowląt, aktywności seksualnej, rękodzieła. Często mówi się o niej jako o żonie Dadźboga a jej święto przypada 25 października. W chrześcijaństwie pod jej postacią czci się Św. Katarzynę.

Może warto zastanowić się czemu biskupa męczennika ściętego za wiarę 14 lutego 269 r n.e jakim był Św. Walenty uznajemy za patrona miłości?

Dla mnie Walentynki są jeszcze jedną z okazji aby wyrażać miłość do siebie, świata bliskich do przyjaciół a także ludzi spotkanych na naszej drodze choćby na ulicy. I nie zależnie od tego czy jesteśmy singlami czy osobami pozostającymi w relacjach partnerskich, możemy poczuć to miłowanie jakie płynie od Wszechświata i przekazać je dalej. W wielu Zachodnich krajach np. w Anglii wolne kobiety w tym dniu noszą kolorowe kapelusze, wysyłając symboliczny komunikat o tym, że są gotowe do wejścia w relacje. Bo warto wysłać swą prośbę do Wszechświata.

 

A to Pieśń przekaz Archanioła Chamuela na dziś :

Chociaż tak wiele mi się przydarzyło,

wybieram dobro, prawdę i miłość

i w tych wartościach kotwiczę się.

Bo Boża Łaska prowadzi mnie.


 
« pierwszapoprzednia1234567następnaostatnia »

Strona 5 z 7

Copyright © MistycznaBrama 2013 | design: kubarlov.pl